Styczeń. Portale i blogi o jedzeniu puchną od nagłówków podsumowujących minione 12 miesięcy i przewidujących, co też odniesie sukces w kolejnym roku. Co więc trafi na wasz widelec?

Bez obaw,  nie będę pisać o miseczkach Buddy, naan pizzy i koji. Spragnione kuriozów osoby odsyłam do tekstu „Every Single Food
Trend That’s Been Predicted for 2017” na eater.com, który zbiera 81 haseł pojawiających się w podobnych zestawieniach w anglojęzycznych mediach. Gotowym na dłuższą lekturę polecam artykuł „The Dark (and Often Dubious) Art of Forecasting Food Trends” w internetowym portalu „The New York Times”.

Skupmy się zatem na Krakowie. W 2016 r. otworzyło się tu kilka lokali, które – mam nadzieję – będą nas gościć jeszcze długo. Albertina, Urara Sushi & Shabu Shabu, Nago, Garden… Mnie szczególnie ucieszyło otwarcie Karakteru (ul. Brzozowa 17), bezpretensjonalnego młodszego brata Zazie, z podobnie radosnym podejściem do kuchni i nieuleczalną fiksacją na punkcie podrobów (deser z foie gras? dlaczego nie!). Podobieństwa nie dziwią, skoro kuchnią w obydwu lokalach steruje Daniel Myśliwiec.
Spróbujcie flaków, tu w wydaniu włoskim: trippa alla parmigiana, tatara z koniny i ravioli z grasicą. Nie bójcie się deserów – i sommelierów, których strój i luz wywołały głębokie westchnięcia przywiązanych do form krakowskich bywalców przybytków gastronomicznych. Dobrze że nikt jeszcze nie zemdlał z oburzenia.
Śniadaniowe podium
Kawałek dalej powstał Zenit (ul. Miodowa 19), który po częstych i głośnych zmianach szefa kuchni obecnie ma się dobrze. Potężny, a właściwie podwójny, tost z makrelą i jajkiem w koszulce to jedno z najlepszych śniadań, jakie jadłam w tym roku w krakowskich lokalach. Na śniadaniowym podium 2016 stoi też m.in. szakszuka w Hummusiji Amamamusi (ul. Meiselsa 4), więc nie mogę doczekać się nowego pomysłu duetu matka i córka, czyli Kasi i Zosi Pilitowskich: śniadaniowni Ranny Ptaszek, która już niebawem otworzy się w podobnie kieszonkowej przestrzeni na rogu Augustiańskiej i Paulińskiej. By zakończyć temat śniadań: jedno z moich noworocznych postanowień to dotarcie na przygotowywane przez Sabinę Francuz śniadanie w Chederze. No dobrze: najlepsze śniadanie 2016? Cokolwiek na świeżym chlebie z Zaczynu (Zabłocie może tu wstawić Pochlebstwo).
Dużo nie znaczy dobrze
Najwięcej w  2016 roku zadziało się na terenie dawnych zakładów tytoniowych, czyli w  kompleksie Tytano przy ul. Dolnych Młynów 10. Niestety ilość i w tym miejscu nie przechodzi w jakość, więc kulinarnie było tu długo dość nudno. Nie będę jednak narzekać, a pochwalę te lokale, do których w  Tytano wracam z  powodów nie tylko alkoholowych, czyli Meat & Go i Strefę (nie trafiłam jeszcze do Pinakoteki, a  menu wygląda ciekawie). Pierwsze miejsce znać możecie z placu Nowego, gdzie było jedynym bastionem dobrego jedzenia w Okrąglaku i zajmowało okienko wysunięte w stronę ul. Nowej. Wspaniałe kanapki z długo peklowanym, aromatycznym mięsem i świetnymi dodatkami. Tylko tyle i aż tyle. Hitem jest grillowany boczek z żebrem, a porchetta z jalapeno rozpływa się w ustach. Z kolei do Strefy warto udać się na wino (w końcu fajny wybór win w tej części miasta!) i cieniuteńką, podpłomykową pizzę z dobrze skomponowanymi dodatkami. Słodyczoholicy czekają na otwarcie pastéis de nata w Café Lisboa!

Jednym z największych zachwytów i smutków ostatniego roku był dla mnie Tak Yak Tandoori, który otworzył się w styczniu i… zamknął w grudniu. Jadłam tam na zmianę dwie potrawy (menu było króciutkie, po co zresztą dłuższe, gdy potrawy są świetnie dobrane i przygotowane): seekh kebaba i paneer z pieca tandoor, a do tego obowiązkowo raitę. Będę tęsknić też za tamtejszymi naanami. Po co pisać o czymś, co zniknęło? Choćby dlatego, że ci sami właściciele jeszcze w styczniu otworzą na miejscu Yaka Namnam Noodle Bar.

Menu oparte będzie głównie na domowej roboty alkalicznym makaronie. Alkalicznym, czyli zasadowym; w warunkach domowych można go zrobić na wzór przepisu z restauracji Momofuku, dodając do mąki odrobinę węglanu sodu przygotowanego wcześniej z sody oczyszczonej. Innymi słowy, podobnie jak z daniami tandoori – lepiej udać się do restauracji. Do makaronu będziemy mogli dobrać sobie np. kaczkę bądź kurczaka teriyaki lub esencjonalny (oby!) ramen (niby jest to pleonazm, ale w  Krakowie ciągle jakby nie do końca). Ci, którzy nie przepadają za kluskami, mogą sięgnąć po ryż. Wegetarianie też powinni tu zajrzeć, choćby na miso ramen.

Kulinarna decentralizacja
Fanów azjatyckich zup i makaronów ucieszy, że przy ul. Rakowickiej powstanie krakowska odpowiedź na Uki Uki, czyli nowy lokal właścicieli Karmy. Osią menu będzie oczywiście udon. Również przy Rakowickiej ma otworzyć się wine bar i bistro kierowane przez bohatera najgłośniejszego w światku gastronomicznym wywiadu 2016 r. – Mikołaja Makłowicza. Jeżeli dodać do tego Wesołą, Blossom, Bistro 11 i Etnikę, to można powiedzieć, że wyrósł w tamtych okolicach naprawdę ciekawy kulinarnie kawałek miasta. Podobnie dobrze mają się okolice Kleparza. Do Psa
Pianisty i Oriental Spoon dołączyło świetne Mandu z pierożkami na parze (a ostatnio i sycącą zupą), a po przekątnej przez Kleparz – cukiernia Wyszukane Desery Braci Szewczenko. Życie stało się nieznośne, od kiedy trzeba wybierać pomiędzy naleśnikiem z karmelem w Psie Pianiście a Provenzą stamtąd. Osobom na diecie polecam widok z cukierni Nakielny.
Coraz lepiej jest też na Grzegórzkach. Głód można zaspokoić kanapką z pastrami w Food&People by Pastrami Deli, falafelem w Mazaya falafel, a już w drugim tygodniu marca – w nowym lokalu Burgertaty (Grzegórzecka 63). Z tego, co wiem, nie tylko burgerem. Jeden przystanek tramwajowy dalej, po drugiej stronie Wisły, pizzerię otwiera Bartek Płócienniak z Twojego Kucharza (również na Ślusarskiej). Otwarcie zapowiadane jest na luty, a oprócz pizzy pojawić się mają podpłomyki i pieczone w piecu opalanym drewnem mięso, ale ptaszki ćwierkają, że na tym pomysły na Ślusarską się nie kończą. W Krakowie znakomitej pizzy ostatnio zresztą nie brakuje. Mój typ to Vincenzo Pedone. Tym, którzy kręcą głową: „A Nolio?”, proponuję: zróbcie sobie niespodziankę i zamiast pizzy zamówcie w Nolio mule, raviolo, tortelli i wspaniały sernik.
I tego wam życzę kulinarnie w nowym roku: nowych odkryć w dobrych miejscach i dobrych odkryć nowych miejsc.

Magda Wójcik

Artykuł ukazał się w 20. numerze miesięcznika What’s Up Magazine