Marzec to miesiąc kobiet! Z tej okazji przedstawiamy wam siedem wspaniałych pań, które żyją i gotują w Krakowie, każda na swój sposób. W krótkim kwestionariuszu opowiadają nam o swoich inspiracjach, smakach dzieciństwa i kulinarnym motto. By odczarować stereotypy i pokazać płeć piękną w pełnej, kulinarnej krasie. Rewolucjonistki, mistrzynie, czarownice… Bo zawód: kucharka brzmi dumnie!

Aga Godek
Rogata dusza, która czuje się jak ryba w wodzie, przygotowując zarówno dania wegańskie, jak i mięsne. Mistrzyni kuchni hiszpańskiej, na co dzień w kolektywie, którego nazwa wiele mówi: Kuchnia Czarownic/La cocina de brujas

Twoje kulinarne wspomnienie z dzieciństwa.
Najwcześniejsze wspomnienie to pierogi mojej babci. Robiła takie cieniutkie, elastyczne ciasto. Uwielbiałam zjadać najpierw „rogi”, a później resztę. Najlepsze były z truskawkami. Pamiętam jeszcze domowy makaron. Placki suszące się wszędzie… Na jednym kiedyś nawet usiadłam!

Dlaczego zostałaś kucharką?
Dlaczego? Chyba dlatego że uwielbiam jeść i gotować. A nie ma większej dla mnie radości, niż to, że komuś smakuje moje jedzenie.

Jakie dwa produkty masz zawsze w kuchni?
Ciecierzycę i suszone pomidory.

Jeśli miałabyś do końca życia jeść jakąś potrawę, co by to było?
Nie mogłabym jeść tego samego do końca życia. Byłabym nieszczęśliwa. Ale na pewno brakowałoby mi ziemniaków. Mogę jeść je codziennie i w każdej postaci.

Twoje popisowe danie to…
Pomidorowa! Pyszna, kremowa i z domowym makaronem albo z lanym ciastem.

Twoje śniadanie to…
Śniadania jadam różne. Zależy od tego, czy jestem na diecie (większość czasu), czy jest to dzień w tygodniu czy weekend, czy jem sama czy z kimś… Jajka, warzywa, kasza jaglana, ciastka…

Co byś powiedziała osobie, która chce zacząć gotować dla ludzi, ale się boi?
Jeżeli to kochasz, to nie bój się ludzi. Docenią serce a reszty się nauczysz.

Twoje motto w kuchni.
Moje motto? Chyba brak jakichkolwiek zasad. I nic nie może się zmarnować.

Gosia Neuman
Właścicielka i kucharka w niewielkiej naleśnikarni o wdzięcznej nazwie Pies Pianista koło Starego Kleparza w Krakowie.

Twoje kulinarne wspomnienie z dzieciństwa.
Śmietana posypana cukrem, wyjadana po kryjomu z lodówki i pierogi ruskie mojej babci.

Dlaczego zostałaś kucharką?
Jedzenie zawsze sprawiało mi przyjemność, choć zapewne decydujący był okres, gdy mieszkałam w Rzymie i codziennie odwiedzałam targ w dzielnicy Prati. Mieszkałam sama i właściwie moja jedyną przyjemnością po pracy było gotowanie potraw ze składników zakupionych na targu. Miałam wtedy dużo czasu żeby się doskonalić, jednak w którymś momencie zrozumiałam, że gotowanie dla siebie jest trochę jak pisanie do szuflady i że jednak bardzo potrzebuję dzielić się moja pasją z innymi.

Jakie dwa produkty masz zawsze w kuchni?
Myślę, że się nie pomylę, jeśli powiem, że będzie to makaron i oliwa z oliwek. Długo zresztą wyobrażałam sobie, że otworzę makaroniarnię.

Jeśli miałabyś do końca życia jeść jakąś potrawę, co by to było?
Oj, chyba nie byłoby to możliwe! Smaki szybko mi się nudzą. Gdy jednego dnia zjem stek, to później w naturalny sposób potrzebuję odpocząć kilka dni od mięsa.

Twoje popisowe danie to…
Galette z flambowanymi przegrzebkami w Calvadosie – we Francji byłoby to na pewno danie z końca karty 😉 Generalnie uważam, że alkohol nadaje dodatkowy wymiar potrawom. A smażone owoce morza to coś, czemu nie mogę się oprzeć!

Twoje śniadanie to …
Kromka chleba, bundz i pomidorki koktajlowe – zimą lub pomidory malinowe z ogrodu mamy – latem.

Co byś powiedziała osobie, która chce zacząć gotować dla ludzi, ale się boi?
Niech zacznie zapraszać swoich przyjaciół, ale niekoniecznie gotując coś opanowanego do perfekcji. Wspólne kolacje są właśnie po to, by podejmować ryzyko i przygotowywać nowe potrawy. Takie przyjęcia powinny być ekscytujące dla wszystkich!

Twoje motto w kuchni.
Przeczytaj przepis, ale nie ucz się go na pamięć!

Sheuli Bhowal
Hinduska, od siedmiu lat mieszka w Krakowie. Była szefową kuchni w indyjskiej restauracji, teraz gotuje w kucharskim teamie eatway.com. Jej placki naan to niebo w gębie!

Twoje kulinarne wspomnienie z dzieciństwa.
Jako dziecko często pomagałam mamie z gotowaniem. Pamiętam, że pudding ryżowy był pierwszym daniem, które przygotowałam samodzielnie, ale pod czujnym okiem babci.

Dlaczego zostałaś kucharką?
Lubię karmić ludzi i czerpię niesamowitą satysfakcję, kiedy smakuje im to, co gotuję.

Jakie dwa produkty masz zawsze w kuchni?
Cukier i sól

Jeśli miałabyś do końca życia jeść jakąś potrawę, co by to było?
Nie chciałabym jeść tej samej potrawy przez całe życie. Jeśli jednak musiałabym się zdecydować, moim ulubionym daniem jest Biryani: potrawa jednogarnkowa, której przyrządzania nauczył mnie dziadek.

Twoje popisowe danie to…
Właśnie Biryani

Twoje śniadanie to …
ALU PARATHA – indyjskie chlebki paratha z ziemniakami

Co byś powiedziała osobie, która chce zacząć gotować dla ludzi, ale się boi?
Przygotuj swoje danie najlepiej jak potrafisz. Dobra zabawa gwarantowana.

Twoje motto w kuchni:
Rozpowszechniaj kuchnię indyjską i dziel się smakami rodem z Indii.

https://youtu.be/DeZx_DpaovA

 

Alicja Rokicka
Dla wielu – bo nie tylko wegan, ale wegetarian i mięsożerców – jest pionierką roślinnej kuchni. Jej blog Wegannerd został obsypany wieloma nagrodami, a piękne, wysmakowane zdjęcia są kopiowane jak Polska długa i szeroka.

Twoje kulinarne wspomnienie z dzieciństwa.
Takich wspomnień mam wiele, są różne, ale łączy je postać mojej babci. Nie jest to oryginalne, ale to właśnie z nią poczyniłam swoje pierwsze kuchenne eksperymenty. Pierwsze ciasto drożdżowe, lepienie pierogów, smażenie powideł.

Dlaczego zostałaś kucharką?
Jestem przekonana, że gotowaniem zainteresowałam się tylko dlatego, że jako nastolatka przeszłam na wegetarianizm. Nie chciałam dokładać mamie i babci więcej pracy w domu, dlatego moim wegetarianizmem zajęłam się sama. Tak zaczęła się moja przygoda w gotowaniem, która z czasem zamieniła się w sposób na życie.

Jakie dwa produkty masz zawsze w kuchni?
Niestety takich produktów jest wiele. Czasami myślę, że jakby przyszło mi się przeprowadzać, to chyba by mnie to załamało. Bo moja kuchnia pełna jest małych słoiczków i buteleczek, a każda jest tak samo ważna. Kiedy wyjeżdżam najbardziej brakuje mi mojej półki z przyprawami. Nie wyobrażam sobie też mojego gotowania bez oliwy. Zawsze mam butelkę dobrej, włoskiej, na zimno tłoczonej oliwy. Smakuje jak marzenie nawet z kromką chleba lub dobrym makaronem.

Jeśli miałabyś do końca życia jeść jakąś potrawę, co by to było?
Całe życie mogłabym jeść włoską pizzę. Taką na cienkim cieście, z pomidorowym sosem, czosnkiem i grillowanymi warzywami, mogłabym jeść co dzień. Obowiązkowo z lampką czerwonego wina.

Twoje popisowe danie to…
(chichot) … moim popisowym daniem…jest pizza! Kocham włoską kuchnię za jej prostotę, szacunek i miłość do produktu. Kiedy niespodziewanie odwiedzają mnie znajomi, mam kilka dań, które mogę przygotować swobodnie popijając wino, rozmawiając i zabawiając ich jednocześnie. Zawsze są to makarony, warzywna lazania i pizza – tych w swoim życiu upiekłam już chyba tysiąc.

Twoje śniadanie to …
Jeśli rano jestem głodna, to chętnie sięgam po poczciwą owsiankę na mleku roślinnym ze szczyptą soli i syropem, choćby klonowym. Ale najczęściej jest to kawa. Jestem z tej grupy ludzi, która rzadko je śniadania. Jeśli je jem to w weekend, o późnej porze.

Co byś powiedziała osobie, która chce zacząć gotować dla ludzi, ale się boi?
Po pierwsze zapytałabym taką osobę czego się boi? W kuchni trzeba uwierzyć w siebie i gotować ze swobodą. Podczas gotowania warto myśleć o tym, że gotuje się dla siebie. Bo nie wolno częstować innych tym, czego samemu by się nie posmakowało.

Twoje motto w kuchni.
„My kitchen is for dancing” czyli w mojej kuchni się tańczy, co trochę ilustruje moje podejście i swobodę w gotowaniu.

Aga Delkowska
Twórczyni bloga Lady Kitchen, czyli „poradnika kuchennego dla nieposiadających służby”, ma głęboko zakorzeniony wstręt do miar i sztywnych ram, oraz niezwykłe poczucie humoru. W kuchni ramię w ramię z drugą połową, tajemniczym Najcierpliwszym.

Twoje kulinarne wspomnienie z dzieciństwa.
Pierwszy smaki jaki pamiętam to lane kluski na mleku, które robiła moja mama. Zupa mleczna, której serdecznie nie znosiłam, a teraz przywołuje fajne wspomnienia. Kapusta tłuczona z ziemniakami, którą robiła moja babcia – mimo, że wiem jak się ją przygotowuje, i wszystko robię dokładnie tak samo, smak jest zupełnie inny. Tylko spod babci ręki wychodzi idealnie. Dzieciństwo to smak domowego, białego sera, miodu od sąsiada, kwaśnych jabłek, malin zebranych w lesie. To zbieranie jagód i poziomek. To wreszcie zapach ciasta drożdżowego z maślaną kruszonką.

Dlaczego zostałaś kucharką?
Nie planowałam zostać kucharką, zaczęłam gotować przez przypadek. Okazało się, że mi to wychodzi, że ludzie lubią jeść to, co przyrządzę. Odkryłam, że wielką frajdę sprawia mi poznawanie nowych smaków, łączenie ich ze sobą. Najpierw było gotowanie dla rodziny, potem dla coraz większej ilości osób. I tak to trwa już kilkanaście lat.

Jakie dwa produkty masz zawsze w kuchni?
Olej rydzowy i wanilię w laskach. W oleju rydzowym zakochałam się jakiś czas temu i stanowi dla mnie doskonałe uzupełnienie do wszelkich sałat, dresingów i do wykańczania zup. Natomiast z wanilią, taką dobrą i prawdziwą, nawet najprostszy deser nabiera wykwintności i smaku.

Jeśli miałabyś do końca życia jeść jakąś potrawę, co by to było?
Zdecydowanie sałaciorka. Góralska zupa z sałaty i serwatki lub kwaśnego mleka. Przyjemnie kwaskowa o pięknym, zielonym kolorze.

Twoje popisowe danie to…
Długo pieczona jagnięcina. Proces przygotowania trwa tydzień, ale smak wynagradza czekanie.

Twoje śniadanie to…
Wstyd się przyznać, ale kawa najpierw. Potem kromka razowego, domowego pieczywa z masłem, rzeżuchą i pomidorem lub z awokado i wędzonym łososiem.

Co byś powiedziała osobie, która chce zacząć gotować dla ludzi, ale się boi?
W kuchni nie trzeba się bać. Trzeba mieć dozę szaleństwa, trochę dyscypliny. Słuchać siebie, a nie innych, zaufać swojemu smakowi, przepisy traktować jako inspirację, a nie sztywny wyznacznik. Próbować, eksperymentować i szukać. Jeśli coś nie wyjdzie – trudno, zdarza się wszystkim! Gotowanie to frajda i przyjemność, mimo że bywa ciężką pracą.

Twoje motto w kuchni:
Dobre składniki, dobra energia i dobrzy ludzie obok sprawiają, że nawet najprostsze jedzenie jest królewską ucztą.

Ewa Ambroży
Trzy lata temu postanowiła wyjść z ukrycia i pod pseudonimem „Uczta Babette” pokazać światu, co potrafi. Jej słodkie terytorium przyciągnęło tysiące fanów dobrych łakoci. Niejeden i niejedna, nawet na diecie, od tej pory śnią o genialnych bezach czy wspaniałych sernikach ze słonym karmelem. A mąż Budyń dzielnie znosi lanie po łapach ilekroć sięga po okruszek ciasta.

Twoje kulinarne wspomnienie z dzieciństwa.
Wychowałam się w starym, pięknym domu z majestatycznym ogrodem w którym rosły jabłka, wiśnie, czereśnie, orzechy, agrest, porzeczki. Pamiętam letnie popołudnia, świeże owoce prosto z ogrodu, kompot i ciasto mojej cioci robione „na szybko” z tego, co pospadało z drzew. Potem czas mojego dorastania, który przypadł na lata 90-te i pierwsze samodzielnie – wraz z koleżankami, po szkole – smażone talarki oraz frytki, podawane z keczupem i majonezem podczas słuchania Kurta Cobaina i jednoczenie się w bólu istnienia.

Dlaczego zostałaś kucharką?
Uff, to dla mnie niełatwe pytanie… Boje się, że mama będzie zła, jak powiem, no ale trudno… Zostałam kucharką, bo moja mama nie była mistrzynią gotowania, prowadziła kuchnię kurczakowo-mrożonkową. Jak miałam lat kilkanaście, chciałam być wegetarianką i zaczęłam samodzielnie gotować. Jak się okazało, z sukcesami. Wychodziło mi całkiem nieźle, no i okazało się, że bardzo to lubię. Długo nie wytrwałam w diecie wegetariańskiej, ale gotować nie przestałam. Doskonale też pamiętam, kiedy zrodziła się u mnie myśl, że gotowanie to świetna sprawa. Przypomniałam sobie o tym, kiedy poszukiwałam nazwy dla swojej działalności i nic mi nie pasowało. Wtedy wrócił do mnie moment, kiedy spędzałam wakacje u dziadka w górach. Dziadek dużo pracował, więc głównie spędzałam czas przed telewizorem, oglądałam wszystko, jak leci i trafiłam na film „Uczta Babette”. Film niełatwy w odbiorze dla dzieciaka, ale zrozumiałam z niego tyle, że gotowanie sprawia, że ludziom jest z tobą dobrze, że gotowanie jednoczy.

Fot. Jedzenie jest piękne

Jakie dwa produkty masz zawsze w kuchni?
Mam zawsze dużo dobrego masła i tymianek.

Jeśli miałabyś do końca życia jeść jakąś potrawę, co by to było?
To byłyby ziemniaki z masłem, koperkiem i kefirem.

Twoje popisowe danie to…
Ciasto czekoladowe z solonym karmelem

Twoje śniadanie to…
Masło, świeży dobry chleb, twaróg z tłustą śmietaną, ewentualnie owsianka z karmelizowanymi jabłkami i kardamonem.

Co byś powiedziała osobie, która chce zacząć gotować dla ludzi, ale się boi?
Ha ha… powiedziałabym, że ma się czego bać, i że jak już zacznie, to nie wróci do „normalnej” pracy. Gastronomia to nie praca, tylko styl życia.

Twoje motto w kuchni.
Zawsze powtarzam ludziom, którzy ze mną gotują, że jak będą gotować prosto i z najlepszych produktów to będzie ok.

Agnieszka Bielawska
Znana bywalcom festiwali kulinarnych z wegańskiego curry z brukselką i porażająco dobrych dań wegetariańskich i wegańskich, szefuje kuchni w klubie Pauza in Garden jako Green Win Vege Food. Kiedyś powiedziała do mnie: „Co ja miałabym innego w życiu robić? Tylko to kocham”.

Twoje kulinarne wspomnienie z dzieciństwa.
Dzieciństwo kojarzy mi się z domową kuchnią, w mojej rodzinie dużo się gotowało. Najlepiej pamiętam przygotowania do świąt, klejenie uszek, przyrządzenie karpia w szarym sosie, mielenie do niego pachnących pierników, mieszanie z miodem i migdałami. Pamiętam też setki pierogów ruskich, które robiła Mama, jej najlepszy na świecie tort orzechowy z przepisu Prababci i przepyszną kuchnię kresową mojej Babci.

Dlaczego zostałaś kucharką?
Może to zabrzmi dziwnie, ale zostałam kucharką przez okropne jedzenie, które musiałam jeść mieszkając we Francji. Rodzina, u której pracowałam, jadła same gotowce, mrożonki, nawet ziemniaki jedli z proszku… okropność! Pamiętam, jak poprosili mnie, żebym nastawiła rosół i zgodnie z instrukcjami wpojonymi przez Mamę, gotowałam go długo i na małym gazie, byłam bardzo dumna! A oni na moich oczach wylali go do zlewu i zjedli z niego mięso. Nie chcąc skazywać się na te paskudztwa, zaczęłam czytać książki i gazety po francusku i gotować. No i poszło. Wróciłam do Polski, wpadłam w szał kupowania książek kulinarnych, oglądałam programy kulinarne na okrągło i gotowałam na potęgę. I tak już zostało. Lekko nie było, ale kocham to, co robię i nie wyobrażam sobie robić niczego innego. Cały czas się uczę, popełniam błędy, wściekam się, jak mi coś nie wyjdzie, ale przy tym cudownie się bawię.

Jakie dwa produkty masz zawsze w kuchni?
Ziemniaki i dobry ser.

Jeśli miałabyś do końca życia jeść jakąś potrawę, co by to było?
Młode, polskie ziemniaki z kefirem i koperkiem 🙂

Twoje popisowe danie to…
Mam słabość do wszelakich rodzajów dań jednogarnkowych, głównie curry i to właśnie te robią największą furorę. Ostatnio zielone, tajskie curry z brukselką i tofu, genialne!

Twoje śniadanie to…
Najlepsze niedzielne, takie jedzone bez pośpiechu, z moją drugą połówką! Dobre pieczywo, pasty, hummus, świeże warzywa, jajka i świeżo mielona, pyszna kawa!

Co byś powiedziała osobie, która chce zacząć gotować dla ludzi, ale się boi?
Niech się boi, łatwo nie będzie! Ale ponad wszystko warto, tylko trzeba to naprawdę kochać!

Twoje motto w kuchni.
Gotuj tylko to, co sama byś zjadła, gotuj uczciwie, nie bój się, baw się, eksperymentuj i ufaj swoim smakom.

Zofia Barto
Cóż można gotować czy tez piec, stworzywszy firmę „Zaczyn”? Tak, Zosia jest boginią chleba, chleba ze wszystkich istniejących zbóż na świecie, chleba na zakwasie, z pachnącą chrupiąca skórką. Piecze też wegańskie drożdżówki i robi omdlewająco pyszne masło fistaszkowe, ja uwielbiam to z karmelem. Jest weganką, aktywistką stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Twoje kulinarne wspomnienie z dzieciństwa.
Najczęściej wspominam ciepły chleb z masłem. Nikt u mnie w domu nie piekł chleba, ale wychowywałam się na Śląsku, gdzie były wspaniałe małe, wiejskie piekarnie z najlepszym chlebem na świecie. Nigdzie indziej nie jadłam tak dobrego chleba.

Dlaczego zostałaś kucharką?
Po studiach długo nie mogłam znaleźć pracy w zawodzie. Gotowanie i pieczenie od wielu lat było moją wielką pasją, więc postanowiłam spróbować sił jako kucharka. Już po pierwszym dniu pracy wiedziałam, gdzie jest moje miejsce.

Jakie dwa produkty masz zawsze w kuchni?
Mąkę i wanilię.

Jeśli miałabyś do końca życia jeść jakąś potrawę, to co by to było?
Izraelski falafel.

Twoje popisowe danie to…
Może to nie potrawa, ale zdecydowanie chleb wychodzi mi najlepiej!

Twoje śniadanie to…
Śniadanie to mój ulubiony posiłek, ciężko mi opisać moje typowe śniadanie, bo takiego nie ma. Jem różnorodnie i w zgodzie z tym, co oferuje dana pora roku. Gdy jest zimno, lubię jadać śniadania na ciepło – owsianki, jaglanki, gryczanki, ugotowane na mleku roślinnym z dodatkiem orzechów i domowych przetworów. W lecie zajadam się świeżymi owocami i warzywami. Uwielbiam tez wszelkiego rodzaju placki, naleśniki, omlety. I oczywiście kanapki!

Co byś powiedziała osobie, która chce zacząć gotować dla ludzi, ale się boi?
Że nie ma się czego bać. Jeśli gotowanie jest czymś, co chce robić, to na pewno robi to świetnie.

Twoje motto w kuchni.
Gotuj tak, żeby Twoje jedzenie sprawiało przyjemność jedzącym.

Mira Park
Mira jest Koreanką i mieszka od siedmiu lat w Krakowie. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że przez ten czas na swoim ogromnym balkonie założyła plantację roślin i ziół, które są niezbędne do gotowania tradycyjnych koreańskich dań. Ma tez osobną przepastną lodówkę wyłącznie na kimczi. Dziś jest jedną z najpopularniejszych kucharek w międzynarodowym teamie eataway.com

Twoje kulinarne wspomnienie z dzieciństwa.
Urodziłam się w najbardziej wysuniętym na południe regionie Korei, gdzie mieszkałam do czasów liceum. Moje rodzinne miasto położone było blisko gór i morza, dlatego nigdy nie brakowało nam świeżych składników. Bardzo możliwe, że to był powód, dla którego moja mama przygotowywała dla mnie co raz to inne posiłki. Najbardziej lubię owoce morza – pamiętam, że gdy wracałam ze szkoły i dobiegał mnie zapach przygotowywanych owoców morza od razu czułam się lepiej. Nawet teraz, kiedy o tym myślę, tęsknię za Koreą i moją rodziną.

Dlaczego zostałaś kucharką?
To mój ósmy rok w Polsce. Przez kilka pierwszych miesięcy niesamowicie tęskniłam za domem, dlatego zapraszałam znajomych na wspólne posiłki. Wiedziałam, że moje jedzenie sprawia im radość, kiedy widziałam ich uradowane twarze – bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Z pomocą przyjaciół zaczęłam gotować w ramach cateringu i udzielać lekcji gotowania, aż w końcu trafiłam na Eataway.

Jakie dwa produkty masz zawsze w kuchni?
Wodorosty i suszone sardele. Mam je zawsze, bo okazują się niezwykle ważne w przygotowywaniu zup i innych posiłków.

Jeśli miałabyś do końca życia jeść jakąś potrawę, co by to było?
Bez zawahania mogę powiedzieć, że byłyby to owoce morza. Szybko znudziłabym się jedzeniem mięsa, a owoce morza uszczęśliwiałyby mnie po wieki.

Twoje popisowe danie to…
Myślę, że świeże sajgonki. Nie są trudne w przygotowaniu i wszyscy je kochają. Pięknie wyglądają i cudownie smakują w połączeniu z moim specjalnym sosem.

Twoje śniadanie to…
Moje śniadanie stało się typowym śniadaniem Zachodu. Są dni, kiedy jedyne co jem to chleb i płatki zbożowe. Staram się jednak jeść tradycyjne koreańskie potrawy z ryżem, zupy i kimchi.

Co byś powiedziała osobie, która chce zacząć gotować dla ludzi, ale się boi?
Jeśli uwielbiacie gotować to nie bójcie się i zacznijcie tak szybko, jak to możliwe. Nie pożałujecie swojego wyboru, jak tylko zobaczycie ile radości Wasze jedzenie sprawia innym.

Twoje motto w kuchni:
W Korei mamy powiedzenie: „Dobry posiłek jest lepszy niż jakiekolwiek lekarstwo.” Z kolei moje osobiste motto to: „Gotować to dbać i kochać”. Zawsze wybieram najlepszej jakości składniki, a kiedy gotuję, myślę o ludziach, dla których to robię. Jestem pewna, że dzięki temu poczują oni, jak dużo serca wkładam w przygotowanie posiłków.

 

https://youtu.be/66Plv5Epr-E

 

Sabina Francuz
Twórczyni niezwykłego kolektywu kulinarnego Głodne Kawałki, kucharka w teamie eataway.com, organizatorka wspaniałych szabasowych śniadań.

Twoje kulinarne wspomnienie z dzieciństwa.
Kulki ciepłego chleba

Dlaczego zostałaś kucharką?
Bo to najbardziej zmysłowe zajęcie, jakie przyszło mi do głowy

Jakie dwa produkty masz zawsze w kuchni?
Mąka i miód

Jeśli miałabyś do końca życia jeść jakąś potrawę, co by to było?
Po 2 dniach umarłabym z nudów

Twoje popisowe danie to…
Ossobuco

Twoje śniadanie to …
Jaja na bekonie, smażone pomidory, blanszowany szpinak, pszenno-żytni chleb.

Co byś powiedziała osobie, która chce zacząć gotować dla ludzi, ale się boi?
To!

Twoje motto w kuchni.
Nie nadaje się do publicznej wiadomości

Tekst Kasia Pilitowska,Fot. okładkowe Andrzej Banaś
Tekst ukazał się na blogu PURO Hotel